21 sty 2017

0.8 Jealous

#8Lottie

Umęczona padłam na stolik barowy. Obok mnie nie siedział już Issac, który swoim drygiem do tańca ruszał innych do tej czynności. Jace musiał mnie opuścić w konieczności zadzwonienia na jakiś kontakt telefoniczny, ale przedtem zapewnił mnie że wróci. Siedziałam więc sama, wsłuchując się w jazgot muzyki, czego nie można było nazwać inaczej. Rozglądałam się ciekawie po klubie, by zbyć nudę. Pierwszy raz będąc w takim miejscu, a nie przyglądając się niemu? Widziałam na ścianach fluorescencyjne esy-floresy, które delikatnie spowijały ściany. Przy zakręconych końcach zazwyczaj były pary, które albo rozmawiały albo się obściskiwały. Ciekawie to wyglądało, a artysta dokładnie wiedział co robi, bo wyglądało to niesamowicie.
- Kogo me oczy ujrzały! - krzyknęła uradowana Lydia, która wyrwała mnie z podziwiania ścian. Hayley i Davina stały obok, co mnie nieźle zaskoczyło. Obydwie lubiły swoje towarzystwo i mało kiedy dały się namówić na ostrą imprezę. Wszystkie we trzy naraz mnie uściskały.
- Nie myślałam, że będziesz w domu, co okazało się racją. - zaśmiała się brunetka Davina, która razem z nami zamówiła swojego drinka.
- Jest Jace? - o mały włos, abym się zakrztusiła Martini na słowa Hayley.
- Przecież byłyście przeciwne niemu, co wam się teraz wszystkim odwidziało? - zaśmiałam się nerwowo, widzą na ich twarzach uśmiechy. - Nie zbyt ładnie mi to wygląda.
- Miłość nie wybiera, ona się zradza. Co ma się wydarzyć nie wiemy, ale wiemy że chcemy żebyś była szczęśliwa. Każdej z nas się to należy. Więc jeśli jest to szczęście dla ciebie, to nie powinniśmy jej przeszkadzać. - uśmiechnęła się serdecznie Lydia i poparły ją nasze pozostałe przyjaciółki.
- Więc odpowiadając na pytanie Hayley: Tak jest Jace i gdzieś poszedł. - uśmiechnęłam się.
- No to gadaj, jesteście razem? - oparła się o swoją dłoń zaciekawiona na moją odpowiedź, rudowłosa.
- Nie, nie są. - zaśmiał się obok przechodzący Issac, który przystaną obok nas i oparł się o moje ramię. - Właściwie to pytałem ją o to dzisiaj.
- Był u ciebie? - tym razem włączyła się do konwersacji Davina, której charakterystyczna cecha to było: nie odzywać się dopóki nie zapytają.
- Tak i oglądałem z nią serial! - wyszczerzył się Lahey, obejmując mnie w pasie i opierając swoją głowę o mój bark.
- Mogłaś nas zawołać! - oburzyła się Hayley Marshall, której włosy nastroszyły się jak u pawia. Wyglądała dość okazale z tą fryzurą i oburzoną miną, a na domiar złego wszystko dopełniało jej skrzyżowane ręce na piersiach.
- Moje drzwi są szeroko otwarte na was. Następnym razem, czujcie się jak u siebie w domu. - wyszczerzyłam się i opróżniłam alkohol w moim kieliszku. Chwilę później już nie czułam na swoim ramieniu głowy opierającej się  ani na biodrze ramion, które chwilę temu mnie obejmujmowały. Widziałam tylko wściekłego Jace'a, który musiał nieźle załatwić z zaskoczenia Issac'a. Teraz tylko jedynie łapał się za policzek i wyszczerzał co chwilę swoje oczy.
- Co ty robisz!? Zwariowałeś!? - warknęłam oburzona do Jace'a, który zabijał wszystkich wzrokiem.
- Przywalał się do ciebie! - popatrzył na mnie, a jego źrenice zrobiły się wręcz większe niż wcześniej i widziałam tylko złośliwą czerń w jego oczach. Nie bałam się go, co było dziwne dla mnie.
- To jest mój przyjaciel! Przyszłam z nim, to o nim ci tak mówiłam! - teraz ja się odwdzięczałam i zabijałam wzrokiem chłopaka przede mną stojącego.
- Więc to jest Issac? - wytrzeszczał oczy ze zdziwienia. - O. Mój. Boże. Stary tak bardzo cię przepraszam.
Jasnowłosy wyciągnął swoją wielką dłoń do bruneta i pomógł mu wstać.
- Przynajmniej mam pewność, że nic się nie stanie z twojej strony, mojej kochanej Lottie. - mój przyjaciel trzymał się za nos mówiąc to, więc o mało nie wybuchłam śmiechem, co jeszcze mnie bardziej kusiło, ponieważ obok mnie dziewczyny chichotały na całego.
- Masakra jakaś z wami. Uhh. - mruknęłam i przewróciłam z politowania oczami, które teraz prosiły o kolejną porcję alkoholu. Poprosiłam barmana, a kiedy prześwidrował mnie swoimi oczami, Jace natychmiast objął mnie rękami i stał tak jak niewinne dziecko.
- Kochanie, dasz mi łyka? - zapytał mnie, kiedy dostałam swój napój. Facetowi zza lady zrzedła mina na słowa jego. Znowu przewróciłam oczami i podałam mu trunek.
- Ale szopki odstawiasz. Nie musisz się tak przejmować, że jakiś koleś mnie zjadł oczami. - mruknęłam do niego, lekko się odwracając, jednak uniemożliwiały mnie jego barczyste i umięśnione ciało.
- A właśnie że muszę, bo jesteś moją dziewczyną i nie pozwolę na to. - powiedział i cały się spiął, a wywołując u mnie jedynie wielkie zdziwienie na jego słowa.
- A nam mówiła, że nie jesteście razem! Jesteśmy wprost oburzeni twoimi słowami, Charlotte Lightwood! - oskarżył mnie Issac, który wytykał mnie palcem. Miałam ochotę daleko wsadzić tą piękną rączkę.
- Serio mówiła co innego?
Jace jest chłopakiem, którym kocham, ale nigdy jakoś nie wyznał mi żadnych uczuć co do mnie. Nie zapytał mnie czy jesteśmy razem, łączą nas więc tylko pocałunki i parę zbliżeń, więc co miałam im powiedzieć?
Z zamyślenia, wyrwał mnie głos Jace'a.
- Chyba nie lubi się chwalić, że jesteśmy razem. Krępuje się. - czego ja o tym nie wiedziałam?
- No to napijmy się za wasze szczęście! - wyszczerzył się Issac i zamówił kolejkę shotów, którą szybko wszyscy wypiliśmy, po czym wszyscy rozeszli się na parkiet, prócz nas.
- Nie mówiłeś, że jesteśmy razem. Nic mi nie mówiłeś.
- Więc pocałunki dla ciebie nic nie znaczą? - powiedział, kiedy pociągnął mnie za rękę do wyjścia.
- Oczywiście, że znaczą. Ale do cholery, nawet się nie zapytałeś mnie! Skąd miałam wiedzieć!? - krzyknęłam wkurzona, po raz kolejny tego wieczoru mnie zdenerwował. Jak zwykle nie służą mi nasze spotkania, zawsze jestem zdenerwowana przez niego.
- Wiem, przepraszam. Więc będziesz moją dziewczyną? Moją drugą połówką? - uśmiechnął się i stanął koło fluorescencyjnego zakończenia esów-floresów.
- Niezbyt romantycznie to wymyśliłeś. Ale tak, zostanę. - uśmiechnęłam się i miałam już go pocałować, gdy nam przeszkodziły kolejne osoby.
- Cześć, Lottie? Co tutaj robisz? - zapytał mnie mój przyrodni brat Alec. Zaraz koło niego znalazła się reszta ich urodnego gangu, na czele z Isabelle.
- Emm, przyszłam się trochę rozluźnić, jak widać zresztą. A wy? - zwróciłam się do nich, ale w odpowiedzi usłyszałam jedynie "My też".
- Widzimy się w domu. - Alec przesłał mi uśmiech, a zaraz jadowity wzrok do mojego chłopaka (jak to dziwnie brzmi). Reszta osób pożegnała nas w milszy sposób, po czym poszła do swojej loży.
- Idziemy do mnie? - powiedziałam, a w jego oczach panowała ponownie ta czerń, której szczerze, zaczęłam nie znosić.
- Dobra, ale jak zobaczę tam rano Alec'a, to mu łeb urwę. Przysięgam. Wkurza mnie i prowokuje! - warknął, patrząc się teraz w oddali, jakby znalazł swój cel.
Żeby już więcej nie zamęczał tak swoich pięknych ocząt, pociągnęłam go za rękę wyprowadzając na zewnątrz.
- Wracamy twoim motorem? - kiedy kiwnął głową, mogłam zadać kolejne pytanie. - Wiesz, że piłeś, prawda? I nie powinieneś prowadzić.
- Ale to był tylko jedna kolejka, jestem praktycznie trzeźwy. - powiedział, a kiedy spojrzał na moje wątpliwości wymalowane na twarzy, ponownie zaczął mnie zapewniać. - Obiecuję, że nas dowiozę w jednym kawałku.
- Obiecujesz?
- Tak.
Wsiadłam z pełnym zaufaniem do niego, ignorując w tym cały świat, włączając w to wibrujący telefon w torebce dopasowanej do mojego stroju.

OD NIEZNANY:
Mam nadzieję, że nic wam nie przeszkodzi na drodze. Sam chciałbym was najpierw dopaść i ręcznie ukatrupić, a zwłaszcza ciebie. Nie wybaczyłbym sobie, jeśli kto inny załatwił by was przede mną.
Miło cię było znów zobaczyć, Lotts.

0.7 Now it's party time!

#7Lottie

Ktoś zapukał natarczywie do drzwi wejściowych. Zanurzyłam głowę w kołdrze i już odlatywałam, kiedy usłyszałam, iż gość przyszedł do mnie. Usiadłam na łóżku, z niechęcią wstałam i skierowałam się szybkim krokiem do łazienki, by chwilę później przemyć w niej twarz. Kiedy wychodziłam z pokoju, już czekał na mnie Isaac. Uśmiechnął się do mnie promieniście.
- Jeśli nie przyniosłeś mi czegoś dobrego, to możesz się pożegnać z moim towarzystwem. - mruknęłam poważnie, aczkolwiek po ustach błądził mi uśmieszek.
Podniósł rękę, a w niej znajdowała się papierowa torba.
- Nie byłbym w stanie się z tobą rozstać, ponieważ twoje towarzystwo to znaczy lepszy dzień. - zaśmiał się i podbiegłam do niego cicho piszcząc.
- Kocham cię. - wyszeptałam kiedy spojrzałam do torby, a tam znalazłam wyśmienite pączki.
- Skąd wytrzasnąłeś te dorodne i złociste pączunie? - zapytałam przyjaciela.
- Pamiętasz tego chłopaka, co ci dawno opowiadałem?
Zmarszczyłam brwi i wróciłam do wspomnień. Czyżby to był twój chłopak marzeń, Issac'u? Zapytałam i szturchnęłam go wesoło.
- Niee, jego ojciec ma kawiarnię i tam pracuje mu, kiedy ma czas. A na domiar tego wszystkiego w końcu przyznał się do swojej orientacji! - widać było że od rana dopisuje mu humor, ale nie wiedziałam iż to było powodem.
- Czyli mam rozumieć, że zaczynasz być szczęśliwy? - zapytałam go z pełnymi ustami, w których były kawałki pączka.
- Tak, myślę że to jest ten czas w końcu. - zaśmiał się i w końcu się na mnie popatrzył, ale po chwili się zaśmiał. - Masz puder na buzi.
Kciukiem otarł mi te miejsca i wylizał je z palca.
- Zapomniałem zapytać, jak tam twój chłopak? Jace.
- Po co chcesz wiedzieć, skoro wiem że tego nie popierasz, zresztą jak każdy. Jace jest zły, Jace jest taki i taki. - wzruszyłam ramionami i spojrzałam na pączka. Na palca wciskałam cukier puder z wierzchu pieczywa.
- A pytałaś się w ogóle mnie o zdanie? Jeśli bym miał negatywne zdanie, czy pytałbym się o niego? - położył się na moim łóżku, a mnie zostawił w pozycji siedzącej. Na ścianę dał swoje długie nogi. Spodnie czarne, ale nie mogło się obyć bez jego czerwono-kolorowych skarpet. Kochałam ten jego styl, za cholerę nic bym nie oddała żeby codziennie widywać go przy szafie wybierającego skarpetki. - No więc?
Wyrwał mnie z lekkiego zamyślenia, potrząsnęłam głową.
-Emm, chyba dobrze, ale nie jesteśmy razem. - uśmiechnęłam się i ruszyłam, aby i koło niego się położyć.
- Jeszcze nie? W takim razie, idziemy dzisiaj do klubu, ale później bo chciałbym spędzić trochę czasu z moją znaną już w tym mieście, przyjaciółką. - zaśmiał się obejmując mnie.
- Znaną? - zmarszczyłam brwi, zastanawiając się o co chodzi.
- To ty nic nie wiesz? W mieście już wszyscy wiedzą, że przyjechał znany lider gangu, a ty jesteś jego małą królową, nikt nie odważy się dotknąć jej i jego. Dwoje rozpętuje ogień w mieście i wszyscy giną, ale miłość pozwala im uciec. - mruczy rozmarzony Issac.
- Co za głupoty pierdzielisz? Powinieneś pisać jakieś książki marzycielu. - zaśmiałam się z fantazji przyjaciela. 
- Ale mówiłem prawdę do momentu o tym ogniu! Wszystko to miejscowe plotki. - powiedział poważnie, a na moją twarz weszło zdumienie. Prychnęłam poirytowana i pokręciłam przecząco głową. Nie do wiary.
- Nie przejmuj się, a teraz chodź pooglądać jakiś serial, film. Cokolwiek, byleby się wyluzować, a na wieczór mieć siły. - wyszczerzył się brunet i ściągnął stopy z ściany, trafiając w mój brzuch.
- Mógłbyś trochę uważać. - jęknęłam z bólu trzymając się brzucha. Na ślepo kopnęłam go, ale coś mi się nie udało, bo już po chwili usłyszałam śmiech i uginanie się materaca, po tym jak wstał i ruszył po laptopa. Szybko wrócił na swoje poprzednie miejsce. Sama wygodniejszą znalazłam pozycję do oglądania, leżąc obok niego.
- No to co mamy do wyboru? - powiedział, patrząc na mój spis seriali i filmów, utworzony już bardzo dawno temu, a ja co chwila wpisywałam nowe propozycje, zapełniając internetowe strony.
- Mam ochotę na Once Upon A Time, nie będę się pytać ciebie o zdanie, bo wiem że dla ciebie to bez znaczenia. - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się słodko. - Tak jak myślałem. No to zaczynajmy.

☆☆☆
Skończyliśmy po ośmiu godzinach oglądania. Dwanaście odcinków w jeden dzień, bez przerwy. Myślałam, że wykończę się patrząc cały czas w ekran. Ale widocznie Issac był podekscytowany wydarzeniami w serialu.
- No złotko, zbieraj się, pędzimy na odjazdowy klub. - krzyknął unosząc się z zaświnionego od chipsów, łóżka.
- Mam nadzieję, że nie będzie to kolejny klub gejowski. Bo mam ich po dziurki w nosie. - warknęłam i wycelowałam w niego poduszką.
- Oj nie, skarbie. Jedziemy tam, gdzie spotkasz swojego ukochanego, no i może być nie przyjemnie, bo nawet twój brat tam będzie. - powiedział już nieco mniej podniecony tym wszystkim. Wzruszyłam ramionami, ale w głębi duszy wiedziałam że będzie to ciężka noc.
- Wybiorę ci i sobie ubrania. - szybko ruszył do mojej szafy, gdzie znalazł godny siebie outfit, później i dla mnie znalazł coś.
Szybko się ubraliśmy i przygotowaliśmy na imprezę. Mój mocny makijaż wskazywał na nadmierną pewność siebie, a obcisłe spodnie bruneta wskazywały na ich elastyczność. Szybkim ruchem wyszliśmy z domu. po czym go zamknęłam. Do klubu dojechaliśmy autem mojego przyjaciela, który pędził po ulicach jak szaleniec. Już wchodząc do zaduszonego pomieszczenia od ludzi, wydawało mi się że to wszystko jest wielkim obłędem. Przecisnęliśmy się do baru i zamówiliśmy swoje ulubione drinki. Nim dopiłam swój trunek podszedł do mnie Jace, na którym widoczna była łobuzerska mina.
- Witam, madame. Mógłbym prosić do tańca? - wystawił rękę do mnie, ja się uśmiechnęłam i jednym haustem dopiłam trunek. Klepnęłam w kolano Issac'a, który siedział do tej pory cicho sącząc drinka.
- Dawno się nie widzieliśmy. - powiedział, obejmując mnie do spokojnej muzyki, która melodyjnie dźwięczała w naszych uszach.
- Tak, jakiś dzień temu. - zaśmiałam się i spoważniałam. Zobaczyłam jak chłopak zbliża swoją twarz do mojej i patrząc się w moje oczy, prosił o pozwolenie. Pokiwałam niewidocznie głową i szybko skierowałam się spragniona nadarzającej się chwili. Czułam, jak jego uśmiech wykrzywiał usta, co świadczyło o jego zadowoleniu. Zawsze całował mnie delikatnie z lekką nutą namiętności, co prosiło się o więcej. Pogłębiłam pocałunek, ale Jace nie pozwolił na dalsze czułości. Wiedział skubaniec, jak sprawić żebym pragnęła go bardziej. Oderwał się ode mnie i w jego oczach błyszczały radosne iskierki, które mało kiedy można było zobaczyć.
- Nie teraz, nie dzisiaj. Nadejdzie ten moment. - posłał ku mnie szczery uśmiech, który zmniejszał się powoli. - Myślę o naszej przyszłości.
- A jest ona nam dana? - nie zdziwiło mnie jego pytanie, bo sama często rozmyślałam w pustym pokoju w nocy o północy.
- Jest, a jeśli nie to chociaż w części jest nam dana. Nie pozwolę, aby tylko chwila była pamiętna, ale i również całe nasze życie. - posłał mi szybkiego całusa i zmusił do ruchu w takt jakiejś szybszej piosenki.

7 sie 2016

0.6 U don't know

#6Lottie

Lekcje skończyły się szybko, nim się obejrzałam już przebywałam na podwórku szkolnym. Cieszyłam się na zbliżające się wakacje, czułam już ciepłe powietrze w moich nozdrzach, promienie słoneczne na skórze i powiew wiatru we włosach. Pożegnałam się z przyjaciółkami i zaczęłam iść w stronę domu. Po drodze usłyszałam znajomy motor...
- Wsiadaj!
- Nie przyjechałeś pod szkołę. - stanęłam w miejscu i dalej wpatrywałam się w punkt przed siebie niż w jego oczy, za zasłoną kasku.
- Miałem pilną sprawę do załatwienia, myślałem że zajmie mi parę minut, niż dwie godziny. - powiedział przyduszonym głosem.
- Co było taką pilną sprawą? - warknęłam dalej patrząc się w dal.
- Nie powinno cię to, kurwa, obchodzić. Moje życie, moja sprawa. - odburknął - A teraz, łaskawie, wsiądź na ten cholerny motor.
- Nie. Skoro tak bardzo chcesz mnie w swoim życiu, to mów mi gdzie jesteś, nie chce być kolejnym drobiazgiem zaśmiecającym komuś życie. - odwróciłam głowę w jego stronę, wkurzona. Czułam piekące ciepło na moich policzkach. Ze wściekłością zaczęłam powoli iść do przodu.
- Nawet mnie nie wkurwiaj. Nie jesteś drobiazgiem! - przypuszczam, że odpychając się nogami dorównał tempa do mnie, po czym popatrzył się na mnie.
- Dla twojego kumpla, moja krew jest nie tą jaką by chciał. Nawet nie wiem czy sam do mnie nie czujesz obrzydzenia. - mruknęłam i przyśpieszyłam chód, schyliłam głowę i wpatrywałam się w różne dziury na drodze.
- Słuchaj, jesteś pierwszą osobą której pozwoliłem tknąć moich rzeczy, jesteś pierwszą osobą która włożyła coś z moich ubrań. Jesteś pierwszą osobą, która zasnęła ze mną u mojego boku. Więc nie mów, że jesteś drobiazgiem. Dopuściłem się wielu rzeczy, ale boję się dopiero tych co nastaną. - z szybkiego tempa stanęłam zaskoczona jego wypowiedzeniem.
- Nie żartuj sobie ze mnie nigdy więcej, jeśli chcesz czegoś więcej! - warknęłam w jego stronę, po czym wsiadłam na motor.
- Jestem popieprzonym egoistą, nigdy sobie nie żartuje kiedy chodzi o mnie lub o kogoś jakim darzę uczuciem. - powiedział, nie odwracając głowy, siedział prosto i patrzył się w dal. Dopiero po chwili, nie usłyszawszy ode mnie żadnej odpowiedzi, ruszył.
- Wyjeżdżamy z miasta? - spytałam go, widząc znak który wskazywał na najbliższe miasteczko.
- Skoro dowiedziałem się ciekawych rzeczy o mojej dziewczynie, to chciałbym być miły i zaprosić cię na porządną randkę.  - mruknął pod nosem. Poczułam, jak jego kąciki ust lecą do góry, sama do siebie się uśmiechnęłam.
- Czyli jestem teraz twoją dziewczyną? - zachichotałam, a jego wprawiłam w zawstydzenie. Powrócił do skupiania się na drodze, a ja poczułam ekscytację moim pierwszym chłopakiem.
Kilka minut później skręcił w drogę polną. Popatrzyłam wokoło - wszędzie były zielone drzewa, różnokolorowe kwiatki i pełno aromatu natury. Zero domów mieszkalnych, tylko polana i drzewa. Po chwili dźwięk motoru ucichł, a zatrzymał się na końcu drogi polnej. Zadowolona, chwilę później znalazłam się w objęciach Jace'a, który wprost prowadził mnie w łąkę pełną kwiatów wokoło, a w samym środku koc i przygotowane przez niego rzeczy.
- Podoba ci się? - wyrwał mnie z zadumy.
- Tak, jest idealnie. - odrzekłam i odwróciłam się w jego stronę.
- No więc, teraz mogłabyś zostać moją i tylko moją dziewczyną? - zapytał i oczarowując mnie tymi swoimi oczami. Obydwa kolory w jego oczach mieniły się z podekscytowania i hipnotyzująco poruszały dogłębnie.
- Myślałam, że już nią jestem. - to wszystko sprawiło, że świat zawirował mi się w głowie i zaparło dech w piersiach.
- Jesteś, ale nie byłaś tego świadoma. - powiedział i schylił się do mojej twarzy powodując przyśpieszenie bicia serca. Po chwili zbliżył usta do moich i pocałował namiętnie.

Weszłam do domu po cichu, a ponieważ była godzina pierwsza w nocy, na boso przeniosłam się do swojego pokoju. Mijając salon, usłyszałam brzmiący telewizor. Weszłam do pomieszczenia a moim oczom ukazał się śpiący Alec. Okryłam go kocem i wyłączyłam telewizor.
- Gdzie byłaś? - kiedy chciałam już wyjść, odezwał się owy chłopak.
- Tu i tam, nie przejmuj się i idź spać. - mruknęłam i ponownie cichaczem wycofywałam się z powrotem do wcześniejszego pomieszczenia.
- O nie, nie! Panno zostajesz w tym pokoju i tłumaczy co robiłaś przez te ostatnie trzy dni! - zerwał się z łóżka czarnowłosy i popatrzył na mnie zaspanym wzrokiem.
- Gdzie ty się podziewałaś? - powiedział spokojnym głosem po paru minutach ciszy pomiędzy nami.
- Tu i tam. - odburknęłam poirytowana całą sytuacją z nim.
- Tu i tam? Czyli gdzie, do jasnej cholery!? - wstał gwałtownie i wykrzyczał pytanie.
- Dobrze wiesz gdzie! Więc po co się pytasz idiotycznie!? - ja również podniosłam głos i wstałam.
- Bo mam nadzieję, że nie zadajesz się z tym dupkiem!
- No to już za późno na przestrogi!
- No co drzecie mordy o drugiej rano! Ludzie, ja chcę spać i mam daleko wasze problemy, niech sobie chodzi gdzie chce! Ona popełnia błędy nie ty, Alec! A jeśli masz z tym problem to rano się drzyj kiedy nie będę spać, bo mnie nerwica trafi z tobą w jednym domu! - już na schodach obydwoje usłyszeliśmy jak wrzeszczała ze złości Isabelle. Po chwili zobaczyliśmy jej powykręcane na różne strony włosy i duży podkoszulek, za duży na nią, ale idealnie zakrywał jej najważniejsze partie ciała. Była roztrzepana, nieumalowana i wyglądała bez tego inaczej. A jej czerwone ze złości policzki świeciły niebezpiecznie, co spowodowało wybuch śmiechu z mojej strony.
Złagodzona twarz Isabelle na mój widok, był świetnym widokiem w tej zgorzkniałej sytuacji. Idźcie obydwoje spać, i to już. - poważna mina świadczyła że nie wyśpi się, a kiedy po chwili czarnowłosy poszedł puściła mi oczko i uśmiechnęła się. Przyciągnęła mnie do jej ramion i mocno przytuliła. Podziękowałam jej za pomoc i pobiegłam na górę.
Szybko wykąpałam się i wróciłam do mojego kącika na górze. Kiedy wróciłam na strych, panował tam porządek i dalej odczuwałam zapach świeżości po sprzątaniu. Położyłam się na wygodnym materacu i otuliłam się starannie kołdrą, ponieważ noc była zimna, a okno uchylone. Już powoli usypiałam, kiedy przyszedł sms na mój telefon. Zaspana i z nadzieją że to Jace, odblokowałam telefon na którym widniał nieznany numer. Poczułam przerażenie po przeczytaniu wiadomości, po czym stwierdziłam że zagadkę z numerem rozwiążę nazajutrz rano.

OD: Nieznany
Szczęśliwy dzień, co? Za parę tygodni zapragniesz dnia dzisiejszego więc dobrze się nim naciesz, bo już niedługo się zobaczymy. My i Jace, i Alec. Wszyscy, których kiedykolwiek pokochałaś.

7 cze 2016

0.5 Frightened

#5Lottie

Ubrałam się w koszulę Jace'a i spodnie, które na niego były już rozmiarowo małe. Kilkoro jego kolegów zgodziło się pożyczenie mi butów do szkoły. Chociaż dziwnie na mnie patrzyli, uśmiechali się i zaciekawieniem szeptali między sobą. Czy to było dziwne, że dziewczyna przychodzi do chłopaka? Wzruszyłam ramionami do siebie i dopiero po chwili sobie przypomniałam o rozładowanym telefonie, lecz po wczorajszej sytuacji z przyrodnim bratem nie chciało mi się nawet komórki podłączyć do kabla. Wzruszyłam ramionami i zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Jace ubrany, w to co zwykle. Opinająca biała koszulka, czarne dżinsy i w tym samym kolorze, skóra na ramionach.
- W kuchni masz śniadanie. - puścił mi oczko i skierował swój wzrok ponownie na komórkę.
Weszłam do pomieszczenia i faktycznie, spostrzegłam tacę a na niej zdrową żywność. Sok wyciskany i pożywne kanapki. Nie chciało mi się spieszyć z jedzeniem, więc tylko powoli przeżuwałam i patrzyłam na mojego superbohatera z dzisiejszej nocy, gdzie uchronił mnie przed kolejnym koszmarem. Naprawdę go polubiłam, nawet bardzo.
Jedząc po drodze, założyłam pożyczone (na całe szczęście) czarne, pasujące do mojego nietypowego stroju, buty. Założyłam jeszcze kurtkę chłopaka, czarną skórę i znalazłam się obok blondyna.
- Gotowa? - powiedział, zakładając swoje czarne okulary na nos.
- Jasne. Podwozisz mnie?
- Nie puszczę cię samej do szkoły, a tym bardziej w którymś z ich towarzystwa. - mruknął, patrząc z powagą w oczach na nich, którzy roześmiani siedzieli nie we dwójkę, jak mnie budzili, tylko w piątkę w salonie.
- Nas? Przecież wiesz, że z nami jej nic nie grozi. - powiedział jeden, czarnowłosy, podobny do Alec'a, chłopak.
- Ale czy nie będzie jej nic groziło z waszej strony, hmm? Chłopaki, jak to jest? - mruknął do nich złośliwie, a oni jedynie umilkli. - Pamiętajcie o dzisiejszych wyścigach.
- Ja też mogę? - wtrąciłam się, dotychczas pozostając cicho na swoim miejscu.
- Aniołeczku, to nie miejsce stworzone dla ciebie. - drgnął na miejscu dzisiejszy chłopak, który został nazwany "imbecylem".
- Skąd wiesz? Może ja mam to we krwi? - odpowiedziałam mu, lecz zaraz i on nie był mi dłużny.
- Gdyby ta krew nie była inna od rodzinnej to bym się zgodził. Ale no, dzieciak adoptowany to niezła sprawa. - puścił mi oczko i zaśmiał się ironicznie.
Łzy zebrały się, a ja parę razy pośpiesznie zamknęłam i otworzyłam powieki. Wzięłam głęboki wdech i wydech, po czym uciekłam z miejsca zamieszania. Usłyszałam tylko karcący głos Jace'a i pyskowanie czarnowłosego.
- Jesteś popieprzonym skurwielem, Chris. Lubię cię, ale to była przesada! Kompletna! Nie tak cię uczyłem szacunku do kobiet...
- Woow, w końcu zainteresowałeś się kimś innym niż tylko samym sobą. Gratuluję. - odwarknął, wcześniej wspomniany Christian.
Wyszłam na powietrze i kiedy znalazłam się poza terenem zamieszkania chłopaka, zdałam sobie sprawę że tak naprawdę nie wiem gdzie jestem.
- Przepraszam za niego, nie powinien tego wcale mówić. - mruknął za mną charakterystyczny dla moich uszu głos.
- Nie no, nie powinnam tak reagować, ale inaczej nie umiem. - mruknęłam - Możemy już jechać? Nie chcę tu stać, jak kretynka.
- Chodź na motor. - objął mnie ramieniem i zaprowadził do swojej maszyny, tym razem innej.
Odpalił maszynę, uprzednio dając mi kask na głowę. Posłusznie założyłam i objęłam go w talii, tym razem pod jego skórzaną kurtką, gdzie mogłam bezustannie jeździć po jego mięśniach, dokładnie czując gdzie leżą. Poczułam w pewnym rodzaju wolność, którą wcześniej nie dostrzegałam z tej perspektywy. Rozłożyłam delikatnie ręce, próbując trochę tej wolności udając ptaka.
Dojechaliśmy do szkoły. Już z początku naszego wjazdu zauważyłam niepokój wymalowany na uczniach i paru dyżurujących nauczycielach. Zsiadłam z motoru i oddałam kask chłopakowi, po chwili stając na przeciwko niego.
- Dziękuję - mruknęłam - za wszystko i cieszę się że mogłam spędzić z tobą czas.
- Na początku naszego spotkania nie byłaś taka milusia i nazwałaś mnie dupkiem, pamiętasz? - parsknęłam śmiechem przypominając sobie nasze pierwsze styknięcie się ze sobą.
- To prawda, miłe nie było. Ale ty w zamian byłeś dla mnie chamski! - mruknęłam, dalej śmiejąc się pod nosem.
- Dobra, dobra. Lepiej idź na lekcje, odbiorę cię. Ewentualnie wpadnę gdzieś pomiędzy, bo jak widzę wszyscy się do szkoły pochowali i nas obserwują. A ja wolę być bez obstrzału. - mruknął, co było prawdą. Połowa szkoły oglądała się przez okna, licząc na jakiś cud z nieba. Między ludźmi również zauważyłam grupkę, zdenerwowanych przyjaciół.
- Okej, dzięki jeszcze raz za wszystko. Do zobaczenia. - mruknęłam kiedy miałam odchodzić, lecz w ostatniej chwili złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie.
- Całusa już nie dostanę? - wychrypiał do mojego ucha, lekko przegryzając jego płatek. Zadrżałam na jego głos i poczułam nieprzyjemne motylki w brzuchu.
Objęłam rękami jego talię i podniosłam się na palcach do wzrostu Jace'a, ale i tak był wyższy, więc na  nachyliłam się jak mogłam i wyszeptałam mu uwodzicielsko "nie".
Już zaczynałam od niego odchodzić, kiedy w ostatniej chwili złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Jego miętowy oddech łaskotał delikatnie moją skórę na policzkach. Czułam ciepłe rumieńce na policzkach. Delikatnie przejechał językiem po moich wargach, aż zadrżałam.
- Nienawidzę cię za to. - mruknęłam cicho, rozmarzona.
- Wiem, że tego pragniesz.
Już miałam coś opowiedzieć, ale słyszałam dzwonienie dzwonka na lekcje. Pokręciłam z niezadowolenia głową, odeszłam z naszej niebezpiecznej odległości i stanęłam na przeciwko Jace'a. Zakładał kask i w między czasie obdarzał mnie wzrokiem. Po chwili jednak wsiadł i została po nim chmara kurzu i pyłu. Uśmiechnęłam się i już wchodziłam do szkoły, gdzie słyszałam głośne odetchnięcie powietrza. Nieco zdziwiona poszłam na trzecią lekcję, gdzie tylko na nią zdążyłam i na resztę. Pod klasą zobaczyłam Davinę oraz Lydię. Stęskniłam się za nimi, więc szybko podbiegłam do nich się przytulić. Uśmiechały się do mnie, ale coś nie grało.
- Coś się stało? - spytałam na poczekaniu, przyglądając się im.
- Nie. - odpowiedziały równocześnie.
Zadzwonił dzwonek nim cokolwiek zdołałam z nich wyciągnąć. Stęskniłam się za naszymi wygłupami i gadaniem. Zrezygnowana weszłam do sali i usiadłam w środkowym rzędzie w trzeciej ławce. Za mną usiadła Lydia, a przede mną Davina.
- Nie powinnaś się z nim zadawać, Charlotte. - w środku lekcji, odezwał się spokojny głos mojej przyjaciółki za mną.
- A to czemu? - powiedziałam zdziwiona i kątem oka widziałam, jak klasa przypatruje mi się dziwnie.
- Bo jeszcze ci coś zrobi...lub...już ci coś zrobił. Zmieniasz się od kiedy go poznajesz, stajesz się inną Lottie, którą ja nie znam! - powiedziała szeptem, tak iż słyszała to Davina na przedzie.
- Wiesz co, już mi coś zrobił! Dał mi swoje ubrania. - syknęłam w jej stronę, a ją wmurowało. Znaczyło to dla niej, że pewną barierę do mnie przebrnął tak łatwo.
- Przestańcie obydwie! Miłość nie wybiera, nie ma sensu się kłócić. Pozna błąd na sobie, a nie na kimś. Prędzej obydwie się zabijecie niż on coś zrobi Lottie. - warknęła dotychczasowo siedząca cicho na swoim miejscu Davina.
- Masz rację, nie ma po co ostrzyc sobie zębów. Kiedyś zrozumiesz swój błąd. - ostatnie zdanie wypowiedziała już do mnie, z lekką ironią w głosie.
- W takim razie, postaram się żeby to nie był błąd, tylko wielki plus w moim życiu. - burknęłam w jej stronę i powróciłam do lekcji, gdzie połowa uczniów dalej przypatrywała mi się z zaciekawieniem. Co coraz bardziej zaczynało mnie wkurzać.

17 kwi 2016

0.4 No secret!

#4Lottie

- O masakra! Przestańcie zachowywać się jak dzieci i dajcie sobie dzisiaj spokój. - mruknęłam do nich, po pijaku.
- To ty zachowujesz się jak dzieciak. Całujesz pierwszego lepszego! - wydarł się na mnie brat, kiedy dalej patrzył się na rozbawionego Jace'a.
- Pierwszego lepszego!? - tym razem porządnie się wściekłam i zaczęłam zniecierpliwienie wymachiwać szpilkami w mojej ręce - Spotkałam go już!
- Co!? - i dopiero w tym momencie odwrócił się do mnie, a jego mina zrzedła. Wydawał się przygnębiony, a mnie przy tej całej sytuacji zachciało się płakać. Nienawidzę kiedy ktoś krzyczy.
Nagle na horyzoncie zauważyłam Klaus'a. Był z całej bandy brata, jednym z najlepszych przyjaciół. Spojrzał na zaistniałą scenę i nałożył mi swoją marynarkę, jak dżentelmen. Objął mnie ramieniem i bez słowa opuścił dwójkę, ponownie kłócących się chłopaków.
- Jak się czujesz? - zapytał mnie po dłuższej chwili mężczyzna.
- Jak wyprana z emocji. - odpowiedziałam i założyłam buty.
Kiedy weszliśmy do środka willi, wszyscy tańczyli lub ubijali interesy. Barman przechadzał się tam i z powrotem, więc korzystając z okazji wzięłam z jego tacy, tym razem, martini. Upiłam jedynie łyka, kiedy przyjaciel odebrał mi alkohol.
- Wystarczy ci dzisiaj. Przesadzasz. - powiedział i sam zaczął pić mojego drinka, na którego właśnie miałam ochotę.
- Jasne. Pamiętaj, że prowadzisz.
- Zapomniałaś czegoś bardzo istotnego. - opowiedział i popatrzyła na mnie tym swoim ironicznym wzrokiem. Podniosłam jedną brew do góry - Że jestem złym chłopcem.
- Wiesz co? Przyznajcie mi to w końcu! Kim wy jesteście? Cały czas się spotykacie, zamykacie czasem na górze i wszędzie macie gdzieś swoich ludzi! - burknęłam wściekła, wszystko doprowadzało mnie powoli do szału.
- To nie jest ten czas na rozmowę. - mruknął chłopak, zdecydowanie pogorszając mi humor tym.
- Spoko, niech nie będzie. - powiedziałam i oddałam mu marynarkę, którą ciągle miałam na sobie.
- Co ty robisz? - zapytał mnie zdziwiony moimi wyczynami.
- Nie widzisz? Wychodzę od ludzi, którzy mają przede mną tajemnice. Nie ufają mi na tyle, żeby mi powiedzieć. - uśmiechnęłam się do niego z ociekającą ironią.
- Nie chcemy ci mówić, bo nie chcemy żeby coś ci się stało!
- Masz świadomość, że jeżeli będzie mi coś zagrażać i ja nie będę wiedziała, to łatwo poddam się tej pułapce? - zapytałam go i nie czekając na odpowiedź, opuściłam salę, po czym cały budynek.
Był nawet ciepły wieczór, gwiazdy świeciły jasno. A księżyc pozawalał zostawiać czarne cienie naszych ciał. Na drogach było spokojnie, żadnych aut, plączących się napalonych facetów i słychać było jedynie miauczenie kotów lub szczekanie psów. Po chwili słyszałam charakterystyczny dźwięk motoru. Jak zawsze odwróciłam się, bo fascynowały mnie te wyścigówki. Zobaczyłam znajomą twarz na maszynie i od razu powiedziałam tylko: o nie!
Zanim nie pojawił się obok mnie...
- Wsiadaj! - mruknął.
- A co jeśli nie chcę? - szłam po woli dalej, a on odpychał się nogami o asfalt.
- Masz wsiąść i nie kłóć się kurwa ze mną! - warknął i popatrzył na mnie poważnie. Już nie widziałam ironii na jego twarzy, tylko wymalowaną wściekłość. Był zaledwie chwilę od rozwalenia czegokolwiek co spotka na swojej drodze.
Posłusznie wsiadłam na motor, po czym po chwili wzięłam podany mi kask i założyłam. Objęłam faceta swoimi rękami, gdzie poczułam, jak pod moim dotykiem rozluźniają się jego mięśnie. Czułam, jak jego skóra zaczynała lekko drgać na mój dotyk, ale mocniej zacisnął szczękę i dodał gazu. Zajechał pod jakiś wielki dom, który w ogóle nie widziałam nigdy na oczy.
- Wiesz, że tutaj nie mieszkam prawda? - powiedziałam, kiedy zsiadłam z motoru i patrzyłam się na chłopaka, który stał do mnie plecami.
- Wiem gdzie mieszkasz, ale nie mam ochoty jechać tam. Mam dość twojego braciszka. - mruknął i złapał mnie za rękę. Pociągnął do środka i ściągnął buty, a ja z nim. Dalej prowadził mnie na górę i dopiero wtedy puścił moją dłoń. Ciepłą, dużą dłoń.
- Niestety, nie mam długich podkoszulek. - popatrzył na mnie kolejny raz z ironią i rzucił we mnie jedną z jego koszulek, które zawsze opinały jego umięśnione ciało. Rzucił mi jakieś jego bokserki i zaśmiał się.
- Będziesz pięknie w tym wyglądała. - puścił mi oczko i przed tym jak wyszedł z pokoju, wskazał mi łazienkę. Skierowałam się tam i umyłam się jego męskimi żelami, które tak bosko pachniały. Szybko skończyłam się myć i przebierać. Wyszłam z łazienki w pełni sił. Czułam, jakby wszystko ze mnie spłynęło.
W pokoju czekał na mnie zniecierpliwiony chłopak, który obojętnie wpatrywał się w ekran komórki. W tym momencie szybko ją zablokował, bo móc sobie mnie pooglądać.
- Wyglądasz o niebo lepiej, niż sobie ciebie wyobrażałem. - puścił mi oczko i się wyszczerzył, po czym wstał z łóżka  - No to dobranoc.
- Jak to dobranoc? - zapytałam kompletnie zdezorientowana, na co się zaśmiał.
- Ty śpisz tutaj, a ja śpię na dole. Jeśli czegoś będziesz potrzebowała, to lepiej mnie nie budź, tylko szukaj. - mruknął odchodnie i zamknął drzwi.
Zaczęłam rozglądać się po pokoju. Grafitowe ściany i ciemne meble. Światło księżyca oświetlał pokój, więc wszystko widziałam dokładnie. Łóżko było bardzo duże, zmieściło by się tam mniej więcej cztery osoby. Więc dlaczego Jace, chciał spać na dole? Przekręciłam głową z niezadowolenia i weszłam do ciepłego łóżka. Pachniało nim, perfumami, żelem i szamponem. Co dziwne, byłam tym niezmiernie zadowolona. Szybko zasnęłam.
Strzały i wyzwiska, przekleństwa w śnie nie pozwalały mi spokojnie spać. Już zaraz obudziłam się z krzykiem, a chłopak szybko pojawił się obok mnie. Był bez koszulki, a jego twarz wyrażała tak samo zaniepokojenie jak i zdenerwowanie. Odkrył kołdrę i położył się obok mnie. Przykleiłam się do jego nagiego torsu. Był ciepły, wręcz gorący. Zaczęłam na uspokojenie rysować kółeczka na jego płaskim brzuchu.
- Lepiej idź spać. - wymruczał zza zamkniętych powiek. Obejmował mnie ciasno i przyciskał do siebie. Jakby chciał wszystkie złe wspomnienia i sny przekazać ze mnie do niego.
- Nie mogę zasnąć. - mruknęłam. Dalej robiłam swoje poprzednie zajęcie, lecz po chwili usłyszałam jak zasypia więc przycisnęłam swoje ucho do jego serca i usnęłam.

- Ale ma zajebistą laskę. - powiedział, ktoś kiedy rano zaczął mnie budzić. Chyba...
- Cicho siedź. Nie zapominaj, że jest siostrą naszego wroga. - odezwał się jeszcze inny głos.
- No ale, sam zobacz. Słodka, niewinna. Nasz szefunio to ma gust. Ciekawe czy od razu do łóżka poszli. - obruszyłam się niewygodnie słysząc to. Nienawidziłam takiego idiotycznego jędzolenia.
- Bo ich obudzisz, imbecylu. - warknął ten sam głos który parę chwil temu wypowiadał się, po czym po chwili usłyszałam głośny plask. W końcu otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą dwóch chłopaków, lecz nie mogłam wstać bo zostałam mocno objęta Jace'owymi ramionami.
- No i obudziłeś, głupolu. - warknął jakiś brunet i puścił złowrogi wzrok swojemu koledze.
- No nie chciałem! Pamiętaj, że ona jest z innego gangu! - warknął ten drugi.
- Czekaj, czekaj. Powiedziałeś "gangu"? - oprzytomniałam i spojrzałam na nich.
- Mówiłem wam, że nic nie wie! A wy musieliście na głos! Wynocha z mojego pokoju! - dopiero teraz Jace otworzył oczy i wkurzony rzucił w nich wielką poduszką.
- Chodź jeszcze poleżymy.
- Ale co oni mieli na myśli? O co chodzi? Nikt nie chce mi nic powiedzieć! - fuknęłam wkurzona i spojrzałam na niego z prawdziwą wściekłością w oczach. Wzruszył ramionami i walnął się na łóżko.
- Najpierw się połóż. - klepnął miejsce obok, gdzie leżałam wcześniej. Posłusznie, wkurzona, spełniłam jego zachciankę i pozwoliłam sobie znów się w niego przytulić.
- Wiesz, że już się całowaliśmy ale nie byliśmy na randce? - zapytał z wesołością w głosie. Przewróciłam oczami, ale i tak uśmiechnęłam się.
- Dobra, koniec zabawy. - mruknął i zamknął oczy. - Są różne gangi, to wiesz. Jednym z nich wielu jestem ja i twój brat. Od zawsze staliśmy po swoich przeciwnych stronach. Kiedyś się kolegowaliśmy. Po czym pokłóciliśmy się o jakieś gówna i straciliśmy kontakt. Później coraz częściej na siebie wpadaliśmy i zawsze nam w oko wpadała ta sama dziewczyna., Na całe szczęście, że twój brat nie może mieć ciebie na wyłączność. Tylko jako brat... Zaczyna mi się ta zabawa podobać. - zaśmiał się i popatrzył się na mnie tymi swoimi nieziemskimi oczami. Jedno niebieskie, a drugie brązowe. Można było się w nie wieki oglądać.
- Więc jestem tylko tutaj, bo jestem waszą zabawką? - mruknęłam bawiąc się rąbkiem jego koszulki.
- Nie, bo mi się spodobałaś. Chociaż na początku miałem takie intencje, ale nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. - mruknął i zamknął oczy, a ja się zarumieniałam. Chociaż jeden człowiek był ze mną w jakimś procencie szczery.

3 kwi 2016

0.3 Another Wonder

#3Lottie

Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Sukienka idealnie na mnie leżała, ale z zdenerwowania wygładziłam ją ponownie rękoma.
- Nudzi mi się. - wszedł do mojego pokoju Liam i wygodnie rozgościł się na moim łóżku.
- Puka się! - rzuciłam w nim co pierwsze wpadło mi w ręce, czyli padło na książkę. Z wielkim refleksem złapał ją i zaczął oglądać. - Chyba ją sobie przeczytam.
Zaśmiałam się z niego, dalej kontynuując zaczęty temat.
- Co jeśli byłabym naga!? - spoważniałam, ale czułam że zaraz jeśli się nie zaśmieje to wybuchnę.
- To pooglądał bym twoje seksi ciałko. - mruknął i zaczął puszczać mi oczko, a ja wybuchłam śmiechem.
- Dunbar, łapy przy sobie! - oczywiście, nie kto inny jak mój kochany braciszek krzyczał z drugiego końca korytarza, ze swojego pokoju.
- Moje rączki są w kieszeniach, szefie! - odkrzyknął, a ja się zaśmiałam. Chłopak złapał mnie w pasie i pociągnął na łóżko. Złapał za poduszkę i zaczął się ze mną bić. Powiedzmy, że kiedyś byliśmy przyjaciółmi z korzyściami dla siebie. Szkoda, że brat nawet o tym nie wiedział.
Po chwili byliśmy zmęczeni, a moją sukienkę trzeba było do nowa prasować.
- Stiles! Scott! Chce wam się ponownie prasować moją kieckę? - zaśmiałam się z góry, kiedy Dunbar leżał nade mną i całował moją szyję. Za bardzo się rozpieszcza.
- O nie! Twoje ubrania zawsze najtrudniej się prasuje. - mruknęli z dołu.
- Złaź ze mnie Dunbar! - fuknęłam cicho, kiedy zaczynał się rozkręcać. Oby mnie brat nie słyszał! Zwaliłam go siłą z łóżka.
- Ogarnij się, przecież już zawarliśmy układ. - burknęłam do niego i strzeliłam do niego z sierpowego w twarz. Szczęście, że Isabelle zapisała mnie na sztuki walki, kiedy byłam mała.
- Zapomniałem, jak czasem mocno walisz. - powiedział i zaczął masować swoją żuchwę.
- Więc już sobie przypomniałeś. - zaśmiałam się i zeszłam na dół. Po chwili już mnie przytulał od tyłu Zayn. Pachniał wręcz znakomicie. Jego perfumy oczarowałyby każdą dziewczynę. W końcu się odkleił i zaczął lustrować mnie od góry do dołu.
- No, no, no. - uniósł jedną brew i nieświadomie przegryzł swoją wargę. - Wyglądasz fenomenalnie!
- A ty nieziemsko w swoim garniturku. - zaśmiałam się i podeszłam do niego poprawiając mu krzywy krawat.
Nagle na dół zbiegł mój brat, również w garniturze. Musiałam stwierdzić to iż, zapowiadała się ciekawa noc.
- Zayn, miej oko na moją siostrę dzisiaj. - poklepał po ramieniu mój brat, chłopaka. Przewróciłam poirytowana oczami. Mówię wam! Istne niańki.
- Spoko będzie miał. Możemy iść, w końcu? - mruknęłam spuszczając głowę w dół. Już chciałam wyjść, bo nie mogłam się doczekać się potańcówki. Nerwa mnie brała.
- No możemy, jest już za dwadzieścia dwudziesta, to by się przydało wyjść. - zaśmiał się, a ja odwzajemniłam to uśmiechem.
- Będziemy tuż za wami, jedźcie pierwsi. - powiedział i automatycznie dostałam jego błogosławieństwo na dzisiejszą, szaloną zabawę, a ja już na buźce miałam banan od ucha do ucha.
Pociągnęłam szybko mojego partnera i popędziliśmy do jego sportowego auta. Białe Audi R8 prezentowało się dość pięknie. Przejechałam po jego gładkiej, wynikało to z tego że chyba mężczyzna kochał auta i je często pielęgnował. Jak na ubranego dżentelmena przystało otworzył mnie drzwi od strony pasażera i pomógł mi wsiąść.
- Tylko uważaj tam na jednego gościa, dobra? Ja z chłopakami musimy spotkać się z taką jedną ekipą i chcemy żeby ktoś z tobą został na wszelki wypadek. - powiedział chłopak, kiedy zajechał pod ogromną wille, przypominającą zamek. Chyba to był dwór.
- Czego wy się właściwie boicie? Chronicie mnie na każdym kroku, ale żaden mi nie powie co się dzieje! - burknęłam i ponownie spochmurniałam.
- Dowiesz się w swoim czasie, kiedy będziesz gotowa. - opowiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Czyli wtedy, kiedy będzie mi coś zagrażało? - natychmiastowo odwrócił się w moją stronę i odwarknął do mnie:
- Nawet tak nie myśl, a teraz po prostu baw się dobrze.
Wysiadłam z auta i trzasnęłam tak drzwiami, że aż ludzie popatrzyli się na nas znacząco. Zayn spiorunował mnie wzrokiem. Ale zaraz dostąpił do mojego boku i złapał pod ramię. Było tutaj dużo młodych mężczyzn, najwidoczniej wyglądających jedynie na 30 lat. Wszyscy kłaniali się chłopakowi i mnie wychwalali. Wszyscy byli w garniturze, a panny były w sukienkach, które sięgały im trochę więcej niż do tyłka, dzięki temu nie czułam się dziwnie w ich towarzystwie. Poczułam się znudzona, więc nie zauważona przez Malika, który cały czas rozmawiał z kimś kogo nawet nie znałam, odeszłam od niego i poszłam w stronę wielkiej sali balowej. Znalazłam kelnera z szampanem, więc od razu zabrałam jeden kieliszek. Musujący płyn rozlewał się w moich ustach. Jak to było w Gwiazd Naszych Wina? Ah tak! Chodźcie szybko, piję gwiazdy! Uśmiechnęłam się do siebie.
- Co taka piękna dziewczyna robi bez partnera? - mruknął za mną ten znajomy, seksowny głos. Wzdrygnęłam się i szybko dopiłam resztę szampana.
- Nudzę się, ponieważ mój partner wybrał sobie towarzystwo dla mnie nieznajomych, a mnie zaś zostawił. - powiedziałam, jak szlachcianka odwracając się w jego stronę. Jego garnitur opinał jego muskularne ciało, a myśląc o tym przegryzłam wargę. Nie mogłam się opanować od lustrowania jego wyglądu. Szlag by to trafił! Dlaczego musiał wyglądać tak bosko!?
- Więc może zapewnię ci towarzystwo? - powiedział i uśmiechnął się swoimi prostymi i białymi zębami.
- No nie wiem, mój brat uważa, że dzisiaj muszę uważać na jakiegoś ich wroga? Nie wiem, kto to w ogóle jest. Nikt mi nie chce nic za cholerę powiedzieć! I jestem za to na nich zła. - naburmuszyłam się i wkurzona, wzięłam kolejny kieliszek alkoholu.
- Cóż, nie powinno się mieć tajemnic przed własną siostrą. - uśmiechnął się i założył mój opadnięty kosmyk włosów za ucho. Na jego dotyk zadrżałam.
- Błagam, przestań rozwijać na jego temat cokolwiek. Chcę dzisiaj świetnie się bawić i z to z tobą. - mruknęłam uwodzicielsko i zaczęłam jeździć po jego krawacie. Co ja do cholery wyprawiam!?
- Więc zapraszam panią do tańca. - posłał mi łobuzerski uśmiech. Wystawił swoją dłoń i zaczął ciągnąć mnie w stronę parkietu, gdzie pary tańczyły wolny taniec. Objęłam swoimi rękami kark blondyna, zaś on położył swoje na mojej tali. W trakcie tańca praktycznie nic nie mówiliśmy. Patrzyliśmy się w swoje oczy, które jego były wręcz nieziemskie.
- Wciąż nie znam twojego imienia. - powiedziałam, przerywając ciszę wokół nas.
- Jestem Jace, Jace Wayland.
- Ja jestem...
- Wiem kim jesteś i to bardzo dokładnie. - przerwał mi w pół słowa. - Może wyjdziemy na dwór? - powiedział, kiedy najwidoczniej zaczynał się nudzić.
- Jasne. - powiedziałam i wzięłam ponownie kieliszek trunku. Kurde, chyba alkoholiczką zostanę!
- Nie przesadzasz? - powiedział i się zaśmiał.
- Nie, idealne na to żeby poszaleć. - odarłam i zaśmiałam się z swojej własnej głupoty.
Wyprowadził mnie z sali i skierowaliśmy się w stronę jeziora, które nieopodal leżało. Ściągnęłam szpilki i pozwoliłam moim nogom odpocząć na miękkiej trawce. Nowo zazielenionej.
W końcu usiedliśmy na ławeczce, nad wodą. Oparłam się o jego ramię, które mnie obejmowało i rozkoszowałam się chłodnym wiaterkiem jaki wiał.
Nagle poczułam usta jego na moich. Czuć od niego było miętą. Nie myśląc sobie nic, odwzajemniłam pocałunek.
Nasze języki zaczęły tańczyć taniec i smakować siebie same. Zaczęliśmy swoje bitwy, ale wiedziałam że jestem na przegranej pozycji. Nawet teraz miał kontrolę nad moimi emocjami. Dreszcze i ciągłe ciarki. Nawet w pocałunku mógł wywołać takie uczucia, jak płonący ogień we mnie i pożądanie. Aż się prosiło o więcej. Pogłębiłam pocałunek dodając temu jeszcze bardziej namiętności. Już nie kontrolował mnie, ale ja jego. Czułam, jak serce jego przyśpieszyło, a on nie mógł się oderwać od moich ust. Zamiast tego, ja to zrobiłam. A on mruknął rozmarzony i nieco rozczarowany.
- Wybacz, nie mogłem się oprzeć. - mruknął w moje usta i jeszcze raz pocałował mnie. Ale to zaledwie było muśnięcie, bo już po chwili słyszałam nawoływania.
- Lottie! Lottie! Gdzie jesteś? Co ty...? - oderwałam się od chłopaka i popatrzyłam na przybranego brata. Wyglądał na złego i na strachliwego? To niemożliwe! On się niczego nie boi! Popatrzyłam na Jace'a przerażona.
- To ty!? - warknął Alec. Nigdy nie widziałam go bardziej rozwścieczonego i bardziej poważnego niż w tej sytuacji.
- Tak, to ja! - zaśmiał się i wstał z ławki stając z nim twarzą w twarz.

29 mar 2016

0.2 Shopping

#2Lottie

Dwa dni minęły bardzo szybko. Chyba za szybko. W tym czasie moja komórka siedziała cicho, a ja nie mogłam usiedzieć spokojnie na tyłku. Dlaczego? Moje myśli krążyły wokoło sms'owego chłopaka i tego, którego spotkałam kilka dni wcześniej. Liczyłam, i to bardzo mocno, że spotkam go ponownie. Wszyscy mi się przypatrywali i pytali czy jest dobrze. Nie czułam się w porządku, czułam jakbym miała coś zacząć ale nie miałam na to siły.
Jest ranek, zapewne gdzieś przed godziną 12, ponieważ słońce nieźle dokazywało, a ja nie miałam zasłoniętych rolet. Nagle do pokoju weszła Lydia, Davina, Isabelle. Wpadły do mojego łóżka i zwaliły mnie z niego.
- Nie zakłócajcie mojego słodkiego, leniwego dnia! - mruknęłam spod łóżka.
- Trzeba iść na zakupy, chyba że chcesz mieć przez brata zachowane dziewictwo do małżeństwa. A uwierz, dojdzie do tego kiedy będziesz miała trzydzieści lat! - siorpnęła przez rureczkę jakiś kolorowy napój, Isabelle.
- Słyszałem to! - krzyknął spod drzwi Alec.
- Czy ty nas do cholery podsłuchujesz!? - warknęłam, gwałtownie wstając i idąc cicho pod drzwi. Nic nie odpowiedział, ale słyszałam szmery. Otworzyłam szybko drzwi przyłapując tym brata który już schodził na dół.
- Widziałam! - krzyknęłam.
- Nic nie słyszałem! - odkrzyknął, zdziwiłam się, ale zignorowałam to i wróciłam do dziewczyn.
- Tu masz ciuchy! - rzuciła we mnie odzieżą Davina. Stanęłam, jak wyryta. Ale mnie wszyscy pilnują! Co to ma być!? Niańki dobowe?! Wścieknięta spojrzałam na ubrania jakie mi dały. Przetarte i z dziurami spodnie, do tego miałam obciśniętą i lekko przezroczystą bokserkę. Było wiadome, że bluzkę wybierała Isabelle, a do tego wybrały mi czarne roshe. Szybko włosy związałam w kucyka i zeszłam na dół, gdzie całą czwórką kończyli jeść śniadanie. Beze mnie. Wzięłam butelkę wody, opierając się o blat patrzyłam na całe stowarzyszenie zebranych nianiek.
- Czego wszyscy mnie tak pilnujecie? - odezwałam się nagle, a wszyscy zamilkli jak na zawołanie.
- To nie znaczy, że cię pilnujemy, tylko... - no co tylko, Lydia!?
- Tylko chronicie mnie przed czymś, czego nie powinnam się dowiedzieć, ponieważ to jest niebezpieczna wiedza dla mnie. - ujęłam to tak, jakby powiedział mój brat.
- Strzał w dziesiątkę! - krzyknął ciemno włosy, jakby odkrył coś interesującego i nowego. Wywróciłam oczami i odwróciłam głowę, poirytowana.
- Dobra seks-bomby! Lecimy na miasto wyrywać chłopaków! - krzyknęła długowłosa i krzyknęła coś w stylu okrzyku wojennego. Wybuchłam śmiechem, a zaraz po mnie cała reszta prócz przybranej siostry.
- Kochana, musimy nad tym jeszcze popracować! - zaśmiałam się po raz kolejny padając na kafelki, czułam jej mordercze spojrzenie, które okazało się realne, ponieważ odwracając się do niej poczułam, że musiałam zamknąć oczy, żeby się nie roześmiać.
Po chwili jednak się opanowałam i stając na równe nogi, wyszłyśmy przed mój dom żegnając brata. Po czym skierowałyśmy się do auta Lydii, która równie dobrze prowadziła. Włączyła radio i już po chwili jedna z dziewczyn zaczęła śpiewać i pod głosiła radio. Po kilku minutach głośnej muzyki i śpiewania dojechałyśmy pod galerię. Wszystkie wysiadłyśmy pośpiesznie i ruszyłyśmy ku rzędom sklepów, które jakby się ciągnęły w nieskończoność. Jęknęłam i zgrzytnęłam zębami. Dziewczyny w zamian za to  zachichotały i ruszyły ku pierwszemu sklepowi, a mój mini-entuzjazm zniknął we mnie.
Wszystkie po trzech godzinach weszłyśmy, do obiecanego, ostatniego sklepu. Miałam ochotę całować podłogę za to. Dziewczyny kupiły już sukienki, a ja jako jedyna nie miałam. Prócz beznadziejnych innych ubrań, do których mnie przymuszały do kupna. Szukałyśmy sukienki idealnie pasującej do mnie, ale na wszystkie tak samo reagowały dziewczyny:
- Zbyt odkrywa twoje ciało!
- Zbyt skromna.
- Pogrubia cię!
Ja się pytam, za co!? Kara boska mnie sięga chyba, padłam na fotel w sklepie i pozwoliłam dziewczynom wybierać. Oparłam się i zamknęłam oczy, ale nie było mi dane odpocząć bo po chwili już spadło na mnie trzy sukienki, ale tylko jedna przykuła moją uwagę. Czarna, koronkowa i rozkloszowana. Plecy miała odkryte z wiszącą u góry kokardką związaną na wstążkę. Przymierzając ją, sięgała mi do kolan. Jej krój pozwalał myśleć na to, że wyglądam jak nowoczesna księżniczka. Przebijała moje ciało i białą bieliznę. Wróciłam do dziewczyn w niej i pokazałam się z każdej strony. Lydii i Isabelle się podobała, jedynie wymyślała coś Davina. Mruknęłam coś pod nosem i dalej patrzyłam się na sukienkę. Po chwili czułam na sobie kolejny wzrok. Przeszły mnie ciarki i podniosłam głowę patrząc przez przezroczyste szyby wystawy. Ludzie przechodzili szybko, ale tylko jeden stał i patrzył się. Był to chłopak. Z dala widać, że miał blond włosy, wybudowaną posturę ciała. Popatrzyłam się na niego w celu odstraszenia intruza, ale nic nie pomogło. Zrezygnowana spuściłam głowę i pozwoliłam chłopakowi dalej się wpatrywać.
- Bierzemy tę! - mruknęłam do dziewczyn, które jednak odetchnęły zmęczone. Odniosłam na miejsce resztę odzieży i pozwoliłam przebrać się oraz dać kasjerce wybraną sukienkę. Zapłaciłam i chwilę usiadłyśmy przed sklepem.
- Lydia, gdzie jest Hayley i Issac? - zwróciłam się do przyjaciółki wpatrując się w nią. Spuściła wzrok.
- Poszli gdzieś coś załatwić. - kłamała. Jak każdy ostatnio. Zagotowało się we mnie. - Mnie też wołali, ale Isabelle prosiła żebym przyszła.
- No i po co!? - warknęłam - Skoro wolicie załatwiać sobie wszyscy sprawy po mieście i mi nic nie mówić to wolę zostać z Daviną! Przynajmniej ona jest ze mną szczera. Wszyscy ostatnio mnie unikacie i unikacie rozmowy, w której chciałabym się zapytać co się do cholery z wami wszystkimi dzieje!? - wstałam gwałtownie z ławeczki i spojrzałam na wszystkie dziewczyny, miały opuszczone głowy oprócz Daviny. - Przyjaciele mówią sobie tajemnice, przecież możecie mi zaufać. - złagodniałam pod koniec i opuściłam bezsilnie ręce.
- No tak, ale... - zaczęła temat Isabelle.
- Ale!? Co ale!? Chcecie mnie chronić, to już wiem! Poproszę o tę prawdziwą wersję. - wszystkie w dalszym ciągu siedziały cicho, pokręciłam głową i odeszłam od nich. Wiem, jak trafić do domu, nawet jeśli miałoby to trwać wieczność.
Poszłam przed siebie w kierunku wyjścia, ale w ostatnim momencie wpadłam na kogoś wyższego, i zdecydowanie na chłopaka, bo odbiłam się od niego i poleciałam do tyłu. Jęknęłam pod nosem.
- Pomasować? - zaśmiał się, a ja dopiero po chwili podniosłam wzrok. Stał przede mną chłopak, którymi ostatnimi czasami zaprzątał mi głowę. Wysunął dłoń w moją stronę, przyjęłam ją czując od niej ciepło. Patrzyłam się prosto w jego oczy  jak zahipnotyzowana. 
- Następnym razem uważaj jak chodzisz, bo nie chcę ci się pokazać ze złej strony. - mruknął i popatrzył na mnie gniewnie. 
- Masz na myśli  że to moja wina jak ty nie umiesz chodzić!? - prawie wykrzyczałam to ale powiedziałam tylko normalnym tonem.
Znów wystąpił na jego twarzy łobuzerski uśmiech. Przekręciłam głową na boki, zakładając ręce na piersi.
- No może nie, ale mama cię nie nauczyła kłócić się w galerii? - powiedział poważniej. Skąd wiedział? 
- Moja mama mnie nienawidziła dlatego kulturę nauczyłam się od niej. 
- Niezbyt przyjemna kobieta. 
- Mógłbyś przestać rozwijać temat i po prostu sobie pójść? - chciałam go wyminąć, ale w ostatniej minucie złapał mnie za nadgarstek i przyciągną do siebie, gdzie trafiłam na w prost jego ust. 
- Myślę, że nie odmówisz mi wspólnego wypadu do kawiarni. - powiedział i popatrzył się w moje oczy zakładając kosmyk włosów za ucho. 
- Czego mi to robisz? - mruknęłam, jak jakiś rozmarzony kotek. Strzeliłam sobie w twarz za to.
- Co ci robię?  - zaśmiał się. Pierwszy raz słyszałam jego wyraźny i szczery śmiech. Wyglądało to, jakby jakiś bożek śmiał się z z samego siebie. 
- Sprawiasz, że czuję się napięta w twoim towarzystwie... - odwróciłam głowę zawstydzona tym jeszcze chciałam dodać. 
- I podniecona - dokończył za mnie. Cholera! 
- Ygh! - przeklęłam się w duchu samą siebie, za to, jaka łatwa byłam do odgadnięcia z emocjami. Zaśmiał się po raz kolejny. 
- To jak z tym wypadem, księżniczko?
- Może kiedy indziej skorzystam z okazji. 
- Następnym razem nie będę taki grzeczny  jak teraz. - warknął, przestraszona jego zachowaniem jakim jest. Raz radosny, drugi raz wściekły... 
- Więc powinnam mieć nadzieję, że takowe spotkanie nie będzie. - mruknęłam w kierunku wyjścia z budynku.
- Do zobaczenia, Lottie. - ten gość zaczynał mnie powoli przerażać.

28 mar 2016

0.1 Invitation

#1Lottie

- Myślicie, że się fajnie czuję, kiedy balujecie w moim domu, pod moją nieobecność!? - krzyknęłam, zbudzając przy tym chłopaków, co miałam dokładnie na myśli. Wszędzie walały się puste, czerwone kubki po alkoholu. Następnie spojrzałam na stertę papierków i okruszków, jedzenia na podłodze, gdzie obok spali koledzy mojego brata wraz z nim.
- To ty miałeś się mną opiekować! Pamiętasz to jeszcze!? Nie martw się, ochronię cię przed każdym złem i niebezpieczeństwem - zaczęłam go przedrzeźniać - Tym razem ty ty jesteś moim zagrożeniem!
- Siostra, możemy omówić ten temat później? Nie jestem w humorze. - burknął spod sterty śmieci na jakiej spał. Prychnęłam, założyłam ręce na piersi i poszłam na górę. Otworzyłam drzwi do swojego pokoju, lecz zaskoczył mnie widok jaki tam spotkałam.
- Wynoście się we troje z mojego pokoju, jak i łóżka które teraz używacie! - krzyknęłam chyba na cały dom, bo nie mogłam już znieść widoku pieprzącej się pary na mojej pościeli.
Poszłam na strych, gdzie chyba jeszcze nikt nie odkrył mojego kącika do uprawiania stosunku. Mam nadzieję. Podeszłam do wiszącego fotela i ułożyłam się na nim wygodnie, puszczając wzmacniaczu muzykę. W końcu udało mi się zasnąć.
Wstałam kilka godzin później. Z dołu czuć było zapach jedzenia, a ja wygłodniała z podróży chciałam jak najbardziej wsunąć w siebie żarcie. Nałożyłam na stopy papcie i ruszyłam z miejsca mojego cichego kącika.
- Cześć siostra. - przywitał mnie stojący brat, który wraz ze swoimi kumplami robili kolację. Kiwnęłam głową na powitanie. Spojrzałam wokoło siebie i zauważyłam porządek.
- Trzeba w końcu zmienić stereotypy dziewczyny-sprzątaczki i pichcącej cały czas przy garach. - mruknęłam do siebie i zaśmiałam się na widok chłopaków, którzy posłali mi wściekły wzrok.
- Następnym razem ty gotujesz obiad. - mruknął mój brat patrząc spod byka.
- Śnisz, ale miło że posprzątaliście. - powiedziałam i klepnęłam najbliższego przyjaciela brata po plecach.
- Młoda, chcesz mi towarzyszyć na balu naszego kumpla? - zapytał mnie Zayn, odwracając się w moim kierunku.
- Trzymaj ręce przy sobie! Żadnych macanek! - krzyknął z innego pokoju Alec, a Isabelle się roześmiała.
- Braciszku nie martw się, nasza siostra jest rozsądna. Wie kiedy kopnąć chłopaka w jaja, żeby się ogarnął.  - powiedziała i znacząco popatrzyła się na mnie. Przypomniał mi się ostatni dzień mojego pobytu na Saint John. Spaliłam buraka na samą myśl, jak strasznie podniecał mnie spotkany facet. Rozmarzyłam się na jego ciało i to jak wyglądał. Był wręcz ideałem z perfekcyjnym taktem do tańczenia. Jednak jego zachowanie było tragiczne, więc przywaliłam sobie w twarz za to co myślałam i wróciłam na świat żywych.
Wszyscy się na mnie patrzyli podejrzanie.
- No co? - mruknęłam zawstydzona, nawet ciemno włosy Alec ucichł.
- Nasza siostra się zakochała! - parsknęła na całego Isabelle.
- Co ty wygadujesz! Ja!? Nie! Jego zachowanie było okropne! Ja po prostu, ja...ja... - zaczęłam motać się w słowach bo już nie wiedziałam co dopowiedzieć.
- Siostra, żadnych macanek, seksów, dzieciaków. - burknął kolejny raz braciszek i ta jego stała śpiewka.
- Spotkałam go raz na imprezie. - powiedziałam i założyłam ręce na piersi, wkurzona zaczęłam jeść ich danie jakie przygotowali. Po kilku minutach wstałam od stołu i zaniosłam talerz do zlewu. Mijając Zayn'a stanęłam na placach i nachyliłam się mu do ucha, szepcząc:
- Pójdę z tobą na bal, Malik. Zróbmy mojemu bratu na złość.
- Stary miałeś nie iść z żadną panną! Mieliśmy się fajnie bawić bez lasek! - krzyknął Scott. Wszyscy się zaśmiali, a on jedynie udając obrażenie odwrócił się od nas tyłem i pokazywał udawane humorki, po to by za chwilę rzucić się na nas. Odwróciłam się od chłopaków i zobaczyłam jak mój brat kipi ze złości. Zaśmiałam się z farbowanym i wróciłam do swojego pokoju. Jednak zdecydowałam się pójść na dół dowiedzieć się coś o tym rzekomym balu. Na dole znalazłam tylko siostrę.
- Gdzie jest Alec?
- Poszedł coś załatwić do miasta z chłopakami. Podobno wrócił ktoś do miasta i chce narobić bajzlu. - zaśmiała się nerwowo, ale widać było zdenerwowanie wymalowane na jej twarzy. Coś ukrywali przede mną, niestety. Nie chciałam żeby mnie kryli, chciałam też coś wiedzieć o ich życiu. Jedyne co wiedziałam to jedynie tyle, że mnie przygarnęli i opiekują się mną.
- Okeey. O co chodzi z tą całą imprezą? - powiedziałam do siostry i usiadłam na wysepce, obok dziewczyny.
- Nazywają to balem, bo jest to zabawa wystawna. Chłopaki lubią tam ubijać jakieś interesy i zapoznawać się z bogaczami, by później mieć więcej osób po swoich stronach. Ale dla mnie i dla ciebie to niezła zabawa i zapoznanie z nowymi chłopakami, którzy nie powiem: są zajebiści! - pod koniec swojej wypowiedzi krzyknęła entuzjastycznie.
- Czyli Alec pojechał na wyścigi?
- Coś w tym stylu. A wracając do balu to jest w sobotę. Masz jeszcze dwa dni do niego. Pamiętasz, że już zaczęłaś dawno szkołę i warto byłoby tam zajrzeć? Masz liceum, musisz wziąć się za naukę. - mruknęła patrząc się na mnie swoim wzrokiem. Już wiem dlaczego tak chłopaki się za nią uganiają. Długie, czarne włosy oplatające jej talię. Oczy brązowe, spojrzenie zawsze pewne i pogardliwe. Usta miała proste, ale jeśli mówiła wyglądały na pełne i pomalowane zawsze były kolorem jakiekolwiek szminki. Figurę miała seksowną, nie wstydziła się swojego ciała. Wręcz przeciwnie. Czuła się w nim za bardzo pewnie. Skąpe, aczkolwiek zakrywające te elementy ciała, ubrania które często zmieniała.
- Tak, pamiętam. Szkoda. - mruknęłam. - Ale stęskniłam się za moimi przyjaciółmi, dawno ich nie widziałam.
- No właśnie, Davina, Lydia i Hayley pewnie już nie mogą usiedzieć na swoim tyłku. Lubię je. - powiedziała i podparła swoją brodę rękę.
- Zapomniałaś o Issacu.
- No tak, nasz słodki gej. - mruknęła i spochmurniała. Nie lubiła jak się z nim trzymałam, a był moim najlepszym przyjacielem i pierwszym z chłopaków.
- Oj, już nie patrz takim wzrokiem, bo myślę że zaraz coś zniszczysz. - zaśmiałam się i poszłam na górę, z racji tego że był późny wieczór. Zaczęłam zbierać się do spania. Zmieniłam dzisiejsze ubrania, które po chwili znajdowały się w koszu na brudy, na piżamy. Po chwili zdałam sobie sprawę, że na moim łóżku nie pójdę spać ze względu na wcześniejsze zajścia w nim. (Ciekawe ile par tam było, wliczając trójkąciki?). Poszłam na strych, gdzie leżało łóżko i inne rzeczy, które przeniosłam je wcześniej. To był kiedyś mój pokój. Położyłam się pod ciepłą kołdrę, akurat wtedy kiedy dostałam wiadomość na telefonie. Postanowiłam go wziąć i odblokować. Na ekranie widniała jedna wiadomość.

OD: Nieznany
Przyjemnej nocy, kochanie. Już niedługo się ponownie zobaczymy - J.

Już wiedziałam od kogo dostałam wiadomość, ale jakim cudem wziął mój numer telefonu. Czy w ogóle to możliwe? A co jeśli spotkałam na swojej drodze psychopatę i prześladowcę, by tylko mnie wykorzystać do swoich celów i zranić? Potrząsnęłam głową. Muszę przestać tyle myśleć. Będzie co będzie. Będzie to co mnie czeka.
Zamknęłam oczy i pozwoliłam odpłynąć za myślami do nieznajomego...

26 mar 2016

0.0 Asshole

#0Lottie

Morze Karaibskie. Gorąca wyspa. Mała, ale przyjemna.  Lepiej nie mogłam wybrać, prawda? Słońce, plaża i boscy faceci, którzy również oglądali się za mną. Wianuszek chłopaków aż po plażę.
Parsknęłam śmiechem na mój wymysł. Czy ja nie mogłam być poważniejsza?
Spojrzałam na drzwi prowadzące na taras. Otwarte, a ich widok prowadził nad morze i plaże z strony, gdzie ludzie mniej chodzili a okolica robiła się spokojniejsza. Wybierając to miejsce, próbowałam uciec od całego zgiełku, ulicznego gwaru i różnorodnych problemów.
Wystawiłam twarz ku ciepłej i złocistej kuli słońca. Nienawidziłam jej, gdy mnie budziła, ale była całkiem znośna podczas opalania i wylegiwania się na nim.
Oderwałam się od ciepła i pomaszerowałam w stronę walizki, kończąc pakowanie a przygotowując się do klubu, na plaży. Wybrałam sobie powiewną, długą spódnicę po ziemię i do tego top do bioder. Umalowałam się mocno, a włosy rozpuściłam w loki. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia, kiedy przejeżdżałam krwistą szminką po ustach. Wszystko idealnie na mnie leżało, a moje odbicie w lustrze samo krzyczało: przeleć ją! przeleć ją!
Wyszczerzyłam się do siebie i ostatni raz przeleciałam wzrokiem po swoim ciele. Zadzwoniłam do jednej, nowo zapoznanej koleżanki z Północnej Ameryki, gdzie jestem obecnie. Dziewczyna czekała już na mnie, przy barze kiedy dochodziłam na plaże i rozglądałam się za nią.
- Zaczynamy? - uśmiechnęłam się do amerykanki i spoglądnęłam na jej obcisłą spódniczkę-miniówę, delikatny makijaż i powiewną bluzkę.
- Jasne - odpowiedziała i już po chwili siedziałyśmy przy barku, gdzie alkohol kusząco świecił się w butelkach - prosimy mojito i martini. - usiadła seksownie przy barku, by barman mógł celnie okręcić jej ciało wzrokiem.
- Już podaję. - uśmiechnął się i wyciągnął zza siebie nasze zamówienie - Na koszt firmy. - mrugnął znacząco na przyjaciółkę.
- Woaaah! Ale pojechałaś, kochana! - zaśmiałam się i zaczęłam powoli sączyć mojego drinka, patrząc na ludzi. Skończyłam na jednym facecie, który patrzył na mnie. Zawadiacko się uśmiechał i przejechał swoimi długimi palcami po jasnych włosach. Do ust kierował kieliszki szybko i dalej patrząc się na mnie, ruszył w moim kierunku. Rumieńce wpłynęły na moje policzki i poczułam, jak wszystko we mnie się gotuje.
- Można do tańca? - powiedział towarzysz, którego po chwili zauważyła amerykanka. Szturchnęła mnie w bok i wręcz wywaliła z mojego miejsca siedzącego.
- Ttak. - mruknęłam patrząc się w jego oczy. Był przystojny. Co ja mówię!? Zabójczo seksowny! Nie mogłam oderwać wzroku od jego idealnej twarzy, którą szczycił uśmiech. Również tańczył nieziemsko, pomimo tego jak kuleję podczas tańca i jak często stawałam mu na stopach. Na każdej mojej zmyłce, uśmiechał się jeszcze bardziej. Wyglądał, jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem.
- Jeszcze nauczę cię tańczyć, do perfekcji. Wkrótce się spotkamy. - mruknął nachylając się do mojego ucha i sprawiał swoim oddechem, że ścisnęłam się w sobie. Poczułam jak delikatnie przegryza płatek mojego ucha, a po chwili delikatnie przejechał językiem. Zadrżałam, chociaż nie chciałam dawać mu satysfakcji, jak strasznie mnie to podnieca. Każdy jego ruch sprawiał, że mój brzuch wirował, a z nim cały świat, prócz niego. Jak to możliwe?
Zaśmiał się, jakby znał mnie na wylot.
- Nie musisz tego dusić w sobie, wiem że mnie pragniesz. Jak każda tutaj obecna. - zaśmiał się, a czar prysł.
- Dupek! - i odeszłam dając mu do zrozumienia, że skończyłam tańczyć.